.

.

środa, 31 maja 2017

9. The sky is falling on our heads part1

- Czarny deszcz! - krzyczała Echo jak dobrze zapamiętałam. Krótkie włosy zgrabnie powiewały na wietrze. Fryzura na chłopca podkreślała jej kształt twarzy. Thomas siedział obok próbując ją jakoś uspokoić. Zastanawiałam się co miała na myśli przez słowa, które wykrzyczała dwa razy. - Czarny deszcz? - spytałam podchodząc wolnym krokiem do Bellamyego. - Deszcz, który niesie śmierć. Pali ciało szybciej niż rozbłyski Słonca. - wyjaśnił drapiąc się po brodzie, którą pokrył lekki zarost. - Jesteście pewni, że to zwykły deszcz? - spytał a jego wzrok jakby przeszywał mnie od wewnątrz. - Mnie nie pytaj, poruszaj takie tematy z Thomasem ale do tej pory każdy deszcz, który nas zastał był normalny. Radziłabym się cieszyć, że burza się nie przypałętała razem z nim. - powiedziałam oschle a nie wiedząc co ze sobą zrobić podeszłam do Thomasa siedzącego z Echo. - Zwykły deszcz. - powiedziałam patrząc dziewczynie prosto w oczy a następnie wzięłam z plecaka butelkę po wodzie. Rozciełam ją na pół i postawiłam ją na ziemi. Deszcz padał obficie a dolna połowa butelki szybko się wypełniła deszczówką. Wzięłam ją do ręki po czym żwawym haustem wypiłam całą jej zawartość. Oblizałam spierzchnięte wargi - Zwykły. - powiedziałam a dziewczyna zaczęła uważnie mi się przyglądać. - Branwada*... Jova* - zamruczała coś pod nosem co ledwo zdołałam usłyszeć.
Branwada* - głupiec
Jova* - odwaga
(są to słowa przetłumaczone translatorem języka ziemian z serialu The 100)

Stałam teraz na wzniesieniu, które uformował piasek. Patrząc w ciemną przestrzeń zastanawiałam się jak zwykle co będzie jak to wszystko się skończy. Deszcz przemył moją zmęczoną twarz i przy  okazjizmoczył wszystko co miałam na sobie. Reszta grupy kilkanaście kroków dalej napełniała butelki deszczówką. Z Bellem mieliśmy większe szanse na dotarcie do celu w jednym kawałku. Mieli broń i jedzenie. Raven zbudowała z jakiś starych części dron, który w dzień ułatwiał nam znajdywanie opuszczonych budynków w których mogły znajdować się rzeczy nadające się jeszcze do użytku.

Wczesnym rankiem słyszałam ciche szlochanie. Kto by pomyślał, że to Newt. Przewróciłam się na plecy. Co go tak przybiło? Westchnęłam lekko aby usłyszał, że również nie śpię. Przedarł się przez grupę śpiących ciał i położył się obok wycierając zaszklone oczy rękawem. Uśmiechnęłam się lekko kładąc swoją rękę na jego ramieniu. Gwałtownie ją odepchnął i przytulił się do mnie tak mocno, że momentami brakło mi tchu. Mamy za sobą wiele rozdrapanych ran, które goją się powoli i boleśnie. On dał właśnie po sobie poznać, że w jego rany wdarła się sól. Milczeliśmy tak aż do momentu w którym sen znużył jego powieki. Uwolniłam się z jego ramion i zmusiłam się do pozycji siedzącej. Podparłam rękoma głowę. Przez chwilę wydawałoby się, że mam ochotę wybuchnąć płaczem lecz tak się nie stało.
  https://youtu.be/IfZ9NhqM8d0    


- Mogę upleść Ci włosy jeśli chcesz. - stwierdziła po cichu Clarke. Spojrzałam na nią jak na głupią. Nie tylko ja nie spałam. - Skąd ten pomysł o tej porze? - uśmiechnęłam się dotykając ręką włosów. - Są bardzo ładne a poza tym będzie Ci lżej. - odparła. - Nie ma w nich nic wyjątkowego czerwone końcówki szybko się zmyją przy tych napadach deszczu ale czmu nie. - odrzekłam siadając do niej tyłem. Zagarnęła moje włosy i o dziwo delikatnie zaczęła je zbierać w jedną całość. Teraz bez palenia ich prostownicą były dość poplątane i każdy sterczał w inną stronę. Nie odczówałam też potrzeby czesania ich codziennie. Zgrabnie splotła je w warkocz a po bokach zostawiła pojedyncze pasma. Przejrzałam sie w kawałku znalezionego szkła, które nosiłam w kieszeni spodni. Dość nieodpowiedzialne posunięcie z mojej strony ale zawsze szkło mogło się do czegos przydać zwłaszcza do samoobrony. - Dziękuję. - wyraziłam swoją wdzięczność. Dziewczyna ułożyła usta w półuśmiechu. - Ruszamy! - krzyknął Thomas. Smętne sylwetki podniosły się z ziemi tym razem wszystkie. Murphy prychnął w moim kierunku a ja wiedziałam już, że chodzi mu o jego wczorajszą pobudkę. Zarzuciłam plecak na ramię. Mniej więcej po godzinie wędrówki usłyszeliśmy wołanie Brendy. Przerażona patrzyła w górę jak zahipnotyzowana. Zrobiliśmy posłusznie to co ona i ujrzeliśmy coś czego nie potrafiliśmy wyjaśnić. Słońce wokół swojej osi miało czerwoną poświatę a w powietrzu unosiły się czarne kawałki jakby sadzy. - Zachowajcie spokój. - powiedział Bell widząc, że niektórzy są bliscy paniki. - Jaki spokój człowieku użyjcie tego latającego cholerstwa i zlokalizujcie jakikolwiek budynek do schronienia. - zasugerował a raczej rozkazał Minho. - Nie wiemy czy niesie to ze sobą jakieś zagrożenie. - powiedziałam dotykając czarnego kawałka brudu. - To może to też spróbujesz tak jak wodę? - zadrwił Murphy. Przewróciłam oczami dając mu do zrozumienia, że mnie to nie rusza. - Słuchajcie chyba wiem co to jest... - powiedziała Raven.


















wtorek, 30 maja 2017

8. Jus Tombom

Na ich twarzach było widać zmęczenie i trud w jaki włożyli siły aby tu się dostać.
- A więc szukacie bezpiecznej strefy. - stwierdził Thomas. Dowiedzieliśmy się już, że obszar, który zamieszkiwali również dosięgnęły rozbłyski i co gorsze stopiły się nuklearne elektrownie. Przeszli może i większy obszar niż my. Bellamy Blake wyglądał na opanowanego lidera całej tej ferajny. Siedzieliśmy teraz w trzynaścioro przy rozpalonym ognisku, które zawdzięczamy chłopakowi o imieniu Murphy. Przez chwilę poczułam się jak w domu. Ciepło ogniska i wymienianie zdań z innymi ludźmi, żarty i ciepły posiłek. Nie jest to co prawda jakieś wyśmienite danie i nie siedzimy w pięcio gwiazdkowym hotelu ale takie chwile sprawiają, że mamy do czego wracać nawet jeśli nie są to jakieś luksusy. Uśmiechnęłam się patrząc w niebo na którym malowały się gwiazdy. Nagle poczułam czyjś oddech na moim karku jednak nic nie powiedziałam. Nie byłam pewna czy możemy ufać tym ludziom lecz bez ryzyka się nie przekonamy. Zawsze warto spróbować.
- Długo tak stoisz? - spytał znajomy mi już głos. - Bellamy. - dodał wyciągając rękę w moim kierunku. - Dłuższy czas. Keyna. - odprałam ściskając jego dłoń. - Wyglądasz z tymi włosami jak "jus tombom" - powiedział uśmiechając się promiennie. Popatrzyłam na niego unosząc jedną brew do góry. - "Krwawe serce". - dodał dotykając moich czerwonych końców włosów. - Wasz język nie należy do łatwych. - powiedziałam a następnie poprosiłam chłopaka aby zapisał mi te słowa na kartce w dzienniku, który służył mi do zapisywania różnych informacji. - Powiesz mi coś o swoich ludziach? - spytałam. - Czemu sama ich nie spytasz? - odparł. Spojrzałam ponownie w niebo.

Dzisiejszej nocy snił mi się Newt krzyczący damskie imię. Sen był tak przejrzysty, że widziałam każdy kolor jaki odzwierciedlał. Obróciłam się na drugi bok a pogrążona we śnie ujrzałam krwawe serce leżące na ziemi, porzucone, niechciane, zagubione. Promienie Słońca wybudziły mnie ze snu a otwierając oczy ujrzałam siedzącego obok Minho. - Nie ufam im. - powiedział stanowczo. - Dzieńdobry Ciebie też miło widzieć Minho. Cieszę się, że w nocy nie zjadły Cię zgnilaki. - odparłam przeciągając się. Spojrzał tylko na mnie tą swoją grobową miną i odwracając się na pięcie odszedł bez słowa. Zapewne miał ważne tematy do omówienia a ja najwyraźniej zepsułam mu całą zabawę.
Przebrałam się w czyste ciuchy, które zostały mi jeszcze z ostatniej eskapady. Nakładając bluzkę poczułam na sobie wzrok Thomasa, który mówił "zakryj się nie jesteś tu sama" po czym machnął głową w stronę blondynki, która uważnie mi się przyglądała. Speszyłam się trochę już w momencie gdy Thomas mnie zauważył i naciągnęłam szybko bluzkę. Owinęłam się starannie ciuchami, które chroniły mnie przed poparzeniem skóry. Słońce wznosiło się ku górze dając sygnał, że jest gotowe do nękania. Nienawidziłam go już tak, że chyba nie da się bardziej. Reszta była już gotowa do marszu. Thomas rozmawiał z Bellamym. Wczoraj wieczorem postanowił zdradzić to czego chcemy dokonać a Bell obiecał, że to przemyśli i naradzi się z grupą. podeszłam do zwiniętego w koc ciała, które jako jedyne nie okazywało zainteresowania. Lekko szturchnęłam je nogą. - Weź odejdź tam skąd przyszłaś. - powiedział Murphy. - Obawiam się, że to nie możliwe a teraz wstawaj. - odparłam ściągając z niego koc. Spojrzał na mnie spod oka po czym się uśmichnął i wstał na równe nogi. Oddałam mu koc a on pociagnął mnie razem z nimtak, że nasze twarze były blisko siebie. - Następnym razem to ja Cię zbudzę. - powiedział narzucając koc na głowę. - Murphy. Karaluch. Potrafi zaleźć za skórę. - powiedziała dziewczyna o ciemnych włosach związanych w kucyk. - Jestem Raven, to Clarke... - wskazała ręką blondynkę, która jeszcze parę minut temu mi się przyglądała. - Bellamyego już chyba znasz. - Skinęłam głową. Dziewczyna wyłapywała wzrokiem pozostałe osoby. - Tam dalej ta dwójka to Octavia i Echo. To chyba tyle. - usmiechnęła się i tym samym skończyła swoją przemowę. - Keyna. Od lewej Thomas, Minho, Brenda obok Aris i Patelniak a ten co idzie na końcu i utyka na jedną nogę to Newt. - powiedziałam po czym zauważyłam, że dziewczyna również ma problemy z nogą więc odwróciłam wzrok.

Usiedliśmy w cieniu w połowie rozwalonego, wysokiego budynku. Położyłam się na piasku rozkoszując się nieco jego chłodem. Niektórzy jak Murphy poszli w moje ślady. Thomas i Bell stanęli na środku wygłaszając mowę jak na pogrzebie. - Jesteśmy gotowi wam pomóc. - powiedział Bell. - Od dziś jesteśmy jedną grupą i radzę wam się dostosować. - dodał Thomas klępiąc Bella po ramieniu. Tylko trzy osoby wygladały na niezadowolone. Octavia, Minho i Murphy ale ten w sumie to miał obojetną minę. Reszta uśmiechała się lub posyłała przyjazne spojrzenia w swoim kierunku.
Podeszłam do Minho i niezauważalnie odciągnęłam go na bok. - Co zachciało Ci się na amory? - zadrwił. - Czemu im nie ufasz? - spytałam. - Słyszałaem jak ich dowódca rozmawiał z Thomasem, że mieli problemy ze sztuczną inteligencją. DRESZCZ specjalizuje się w takich rzeczach. - odparł tak cicho, że sama musiałam zgadywać słowa. Miał rację ale nie chciało mi się wierzyć, że te osoby mogą być powiązane z DRESZCZEM. - Jest w tym trochę racji. - powiedziałam zastanawiając się ile Thomas im powiedział o nas a ile oni nam o sobie. - Musimy zaryzykować inaczej i tak się niczego nie dowiemy. Zobaczymy. - dodałam.

Po marszu udręki Słońce zaszło a chłodny wiatr na który wyczekiwaliśy cały dzień zaczął orzeźwiać nasze ciała. Do tego wszystkiego przydałby się jeszcze deszcz ale lepiej nie przedabrzać.W tym samym momencie usłyszałam kobiecy krzyk - Czarny deszcz! -













































poniedziałek, 29 maja 2017

7. Crazy, crazy

- Czy mówił Ci już ktoś, że masz piękne oczy?-
- Patelniak weź się w końcu zawrzyj. - powiedział Minho ledwo przebierając nogami gdy prawie wszyscy leżeli już na piasku.
- Biadoli już tak dłuższy czas może dajcie mu wody? - dodał dalej idąc.
- Może byś się zatrzymał i przestał być taki uparty? mamy trochę cienia musimy odpocząć. - powiedział Thomas wysypując z butów piasek.
Minho zatrzymał się po czym upadł w zaspę próbując szturchnąć Thomsa w ramię.
- Ty smrodasie specjalnie się odsunąłeś.- krzyknął zbulwersowany Minho.
cała ekipa zaczęła hihotać pod nosem.
- Nie powinniśmy marnować sił na takie wygłupy. - powiedziała po chwili Brenda robiąc przy tym bardzo poważną minę po czym odeszła od nas nieco dalej i wpatrywała się w nicość.
- Powiedziałem nie bedę! nie! - krzyknął Patelniak  rzucając garścią piachu przed siebie jakby kogoś ujrzał. Przez chwilę myślałam, że to żart na rozluźnienie atmosfery ale chłopak zachowywał się jak oszalały może to objawy pożogi. Całe swoje życie bałam się, że się zarażę tym cholerwstwem albo, że już mnie chwyciło. Twarz chłopaka wykrzywiła się w grymasie a po moim ciele spłynął zimny pot. Słońce nie dawało za wygraną czekałam tylko aż zapadnie zmrok zapewne nie tylko ja tego pragnęłam. Thomas pojawił się obok mnie. Uśmiechnęlam się do niego aby nie pokazywać mego zmęczenia. Chłopak odwzajemnił gest puszczając przy tym oczko co mnie naprawdę zadowoliło. Na początku uważałam, że Thomas jest zarozumiałym, kapryśnym dzieciakiem ale szybko zmieniłam zdanie. W rozbłyskach Słońca ujrzałam brudną twarz Minho, który końcówkę swojej wody oddał Patelniakowi. Zachowanie pełne podziwu. Oczywiście na początku o każdym miałam inne zdanie. Minho w moich oczach był lalusiem zadufanym w sobie. Newt wszystko wiedzącym uczonym. Aris... co do niego byłam nieufna. Brenda przypominała mi Zosie samosie jedynie Patelniak wydawał się przyjaźnie nastawiony. Przez spędzanie czasu z nimi zdążyłam trochę lepiej poznać tą grupkę ludzi. Przetarłam twarz rękawe. Życie dało nam niezłego kopniaka w tyłek. Usiadłam obok Newta, który wydawał się być czymś zmartwiony. Cała sytuacja była martwiąca ale nie zamierzałam go wypytywać poprosrtu usiadłam i milczałam a on sam się odezwał. - Teresa. Zadręczają mnie myśli o tym, że mogła nas zdradzić. - powiedział patrząc w piasek jakby nie miał go jeszcze dosyć. Nie znałam Teresy za dobrze tylko z paru opowiadań Thomasa gdy naprawdę nam się nudziło idąc przez pustynię. - Może... to wcale nie jest jej wina. - powiedziałam. Newt popatrzył na mnie jak na wariatkę. - No co życie ją tak ukształtowało tak jak my wybraliśmy to co uważamy za słuszne tak i ona to zrobiła każdy ma prawo wybrać Newt. - odparłam. Zastanawiałam się co tak naprawdę go dręczy widać było, że to nie Teresa była powodem smętnej miny chłopaka. - Może. - powiedział. Wstałam z dziwnym przypływem sił szybko podbiegłam aby zobaczyć jak Słonce zachodzi. Moją twarz zaczął muskać chłodny wiatr. Zrzuciłam szybko z siebie łachy, które chroniły przed promieniami Słońca i zostałam tylko w zielonym porwanym t-shircie i czarnych przewiewnych spodniach. Krzyknęłam na tyle głośno na ile dałam radę. Uwielbiałam tą porę dnia gdy Słońce odpuszczało i chowało się jak tchórz. Podbiegłam do Thomasa i chwyciłam go za rękę ciągnąc go za sobą. Bez sprzeciwu poszedł ze mną i również krzyknął nieco głośniej. Za niewielkim wzniesieniem ujrzałam zarys kilku postaci. Podekscytowanie zminiło się w lekki niepokój a krzyk już chyba nigdy nie przyjdzie mi do głowy. Do mnie i Thomasa dołączył Minho, który również był przygotowany do wydanie z siebie odgłosu. Zakryłam mu ręką usta a gdy zobaczył to co my zdiął rękę i wyciągnął z kieszeni spodni lornetkę. - Poparzeńcy? - spytał Thomas. - Nie. Idą równo i całkiem szybko. - odparł. Newt słysząc naszą rozmowę podszedł bliżęj ze znakiem zapytania na twarzy. - Może powinniśmy zaryzykować, skończyła nam się woda. - powiedział po chwili namysłu a w jego oczach pojawiły się iskry. - Nie. - te słowo tak wbiło się w słuch. Było bez emocji, bez wyrazu. - Jak to nie sztamaku. Bez wody nie wytrzymamy nawet połowy jutrzejszego dnia! - krzyknął Newt. - Są coraz bliżej teraz możemy się tylko gdzieś schować. - powiedziałam przejmując lornetkę. -Wszyscy zwrócili wzrok w moim kierunku. - Gdzie pani mądralo pod piaskiem? - zadrwił Minho. - Nie mamy wyjścia musimy się z nimi porozumieć. - powiedział Thomas drapiąc się nerwowo po karku. - Brenda, Patelniak, Aris z tyłu. Newt, Minho w gotowości weźcie noże. Popatrzył na mnie biorąc gęboki wdech. - Ty ze mną. - powiedział. Gdy spora gupa osób była pare kroków od nas unieśliśmy ręce do góry po czym Thomas krzyknął "Nie jesteśmy zarażeni, potrzebujemy wody! Wśród nas jest osłabiona osoba!" Chodziło mu o Patelniaka on chyba jako jedyny miał omamy. Osoba z zasłoniętą twarzą podeszła na tyle blisko, że stała ze mną twarzą w twarz. Miałam tak sucho w buzi, że lewdo przełknęłam ślinę. O dziwo serce biło mi jeszcze równo za co w myślach dziękowałam Bogu bo mogłabym zejść na zawał w takich warunkach. Nieznajomy/a sięgnęła ręką do kieszeni. Minho widząc to zrobił krok do przodu ale pomachałam głową mówiąc przez to, że to zły pomysł. Wcześniej zobaczyłam, że parwie każdy z przybyłej grupy miał broń. Minho zaufał mi i się cofnął do tyłu. Postać zdjęła chustę z twarzy i ujrzeliśmy młodego mężczyznę, który w ręku trzyma butelkę z wodą. Wręczył mi ją a następnie machnął ręką do swoich kompanów a oni podeszli bliżej i również zdjęli zakrycia z twarzy. Newt wybiegł przede mnie krzycząc czyjeś imię "Sonya!" Wszyscy uneśli broń do góry. - Spokojnie! Nie zrobi wam krzywdy poprostu wziął jedną z was za znajomą. - powiedział nieco głośniej Thomas.
Zrezygnowany Newt odszeł na swoje miejsce. Grupa była strasznie milcząca jeszcze nikt z nich do tej pory się nie odezwał. Było w niej tylko dwóch mężczyzn, resztę stanowiły młode kobiety może w naszym wieku trudno było określić bo zapadł zmrok. - Jestem Bellamy Blake. Cieszę się, że kogoś wreszcie spotkaliśmy. - pwiedział ten sam mężczyna co wręczył mi wodę. Reszta jego grupy uśmiechnęła się przyjaźnie.