Na ich twarzach było widać zmęczenie i trud w jaki włożyli siły aby tu się dostać.
- A więc szukacie bezpiecznej strefy. - stwierdził Thomas. Dowiedzieliśmy się już, że obszar, który zamieszkiwali również dosięgnęły rozbłyski i co gorsze stopiły się nuklearne elektrownie. Przeszli może i większy obszar niż my. Bellamy Blake wyglądał na opanowanego lidera całej tej ferajny. Siedzieliśmy teraz w trzynaścioro przy rozpalonym ognisku, które zawdzięczamy chłopakowi o imieniu Murphy. Przez chwilę poczułam się jak w domu. Ciepło ogniska i wymienianie zdań z innymi ludźmi, żarty i ciepły posiłek. Nie jest to co prawda jakieś wyśmienite danie i nie siedzimy w pięcio gwiazdkowym hotelu ale takie chwile sprawiają, że mamy do czego wracać nawet jeśli nie są to jakieś luksusy. Uśmiechnęłam się patrząc w niebo na którym malowały się gwiazdy. Nagle poczułam czyjś oddech na moim karku jednak nic nie powiedziałam. Nie byłam pewna czy możemy ufać tym ludziom lecz bez ryzyka się nie przekonamy. Zawsze warto spróbować.
- Długo tak stoisz? - spytał znajomy mi już głos. - Bellamy. - dodał wyciągając rękę w moim kierunku. - Dłuższy czas. Keyna. - odprałam ściskając jego dłoń. - Wyglądasz z tymi włosami jak "jus tombom" - powiedział uśmiechając się promiennie. Popatrzyłam na niego unosząc jedną brew do góry. - "Krwawe serce". - dodał dotykając moich czerwonych końców włosów. - Wasz język nie należy do łatwych. - powiedziałam a następnie poprosiłam chłopaka aby zapisał mi te słowa na kartce w dzienniku, który służył mi do zapisywania różnych informacji. - Powiesz mi coś o swoich ludziach? - spytałam. - Czemu sama ich nie spytasz? - odparł. Spojrzałam ponownie w niebo.
Dzisiejszej nocy snił mi się Newt krzyczący damskie imię. Sen był tak przejrzysty, że widziałam każdy kolor jaki odzwierciedlał. Obróciłam się na drugi bok a pogrążona we śnie ujrzałam krwawe serce leżące na ziemi, porzucone, niechciane, zagubione. Promienie Słońca wybudziły mnie ze snu a otwierając oczy ujrzałam siedzącego obok Minho. - Nie ufam im. - powiedział stanowczo. - Dzieńdobry Ciebie też miło widzieć Minho. Cieszę się, że w nocy nie zjadły Cię zgnilaki. - odparłam przeciągając się. Spojrzał tylko na mnie tą swoją grobową miną i odwracając się na pięcie odszedł bez słowa. Zapewne miał ważne tematy do omówienia a ja najwyraźniej zepsułam mu całą zabawę.
Przebrałam się w czyste ciuchy, które zostały mi jeszcze z ostatniej eskapady. Nakładając bluzkę poczułam na sobie wzrok Thomasa, który mówił "zakryj się nie jesteś tu sama" po czym machnął głową w stronę blondynki, która uważnie mi się przyglądała. Speszyłam się trochę już w momencie gdy Thomas mnie zauważył i naciągnęłam szybko bluzkę. Owinęłam się starannie ciuchami, które chroniły mnie przed poparzeniem skóry. Słońce wznosiło się ku górze dając sygnał, że jest gotowe do nękania. Nienawidziłam go już tak, że chyba nie da się bardziej. Reszta była już gotowa do marszu. Thomas rozmawiał z Bellamym. Wczoraj wieczorem postanowił zdradzić to czego chcemy dokonać a Bell obiecał, że to przemyśli i naradzi się z grupą. podeszłam do zwiniętego w koc ciała, które jako jedyne nie okazywało zainteresowania. Lekko szturchnęłam je nogą. - Weź odejdź tam skąd przyszłaś. - powiedział Murphy. - Obawiam się, że to nie możliwe a teraz wstawaj. - odparłam ściągając z niego koc. Spojrzał na mnie spod oka po czym się uśmichnął i wstał na równe nogi. Oddałam mu koc a on pociagnął mnie razem z nimtak, że nasze twarze były blisko siebie. - Następnym razem to ja Cię zbudzę. - powiedział narzucając koc na głowę. - Murphy. Karaluch. Potrafi zaleźć za skórę. - powiedziała dziewczyna o ciemnych włosach związanych w kucyk. - Jestem Raven, to Clarke... - wskazała ręką blondynkę, która jeszcze parę minut temu mi się przyglądała. - Bellamyego już chyba znasz. - Skinęłam głową. Dziewczyna wyłapywała wzrokiem pozostałe osoby. - Tam dalej ta dwójka to Octavia i Echo. To chyba tyle. - usmiechnęła się i tym samym skończyła swoją przemowę. - Keyna. Od lewej Thomas, Minho, Brenda obok Aris i Patelniak a ten co idzie na końcu i utyka na jedną nogę to Newt. - powiedziałam po czym zauważyłam, że dziewczyna również ma problemy z nogą więc odwróciłam wzrok.
Usiedliśmy w cieniu w połowie rozwalonego, wysokiego budynku. Położyłam się na piasku rozkoszując się nieco jego chłodem. Niektórzy jak Murphy poszli w moje ślady. Thomas i Bell stanęli na środku wygłaszając mowę jak na pogrzebie. - Jesteśmy gotowi wam pomóc. - powiedział Bell. - Od dziś jesteśmy jedną grupą i radzę wam się dostosować. - dodał Thomas klępiąc Bella po ramieniu. Tylko trzy osoby wygladały na niezadowolone. Octavia, Minho i Murphy ale ten w sumie to miał obojetną minę. Reszta uśmiechała się lub posyłała przyjazne spojrzenia w swoim kierunku.
Podeszłam do Minho i niezauważalnie odciągnęłam go na bok. - Co zachciało Ci się na amory? - zadrwił. - Czemu im nie ufasz? - spytałam. - Słyszałaem jak ich dowódca rozmawiał z Thomasem, że mieli problemy ze sztuczną inteligencją. DRESZCZ specjalizuje się w takich rzeczach. - odparł tak cicho, że sama musiałam zgadywać słowa. Miał rację ale nie chciało mi się wierzyć, że te osoby mogą być powiązane z DRESZCZEM. - Jest w tym trochę racji. - powiedziałam zastanawiając się ile Thomas im powiedział o nas a ile oni nam o sobie. - Musimy zaryzykować inaczej i tak się niczego nie dowiemy. Zobaczymy. - dodałam.
Po marszu udręki Słońce zaszło a chłodny wiatr na który wyczekiwaliśy cały dzień zaczął orzeźwiać nasze ciała. Do tego wszystkiego przydałby się jeszcze deszcz ale lepiej nie przedabrzać.W tym samym momencie usłyszałam kobiecy krzyk - Czarny deszcz! -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz