- Czarny deszcz! - krzyczała Echo jak dobrze zapamiętałam. Krótkie włosy zgrabnie powiewały na wietrze. Fryzura na chłopca podkreślała jej kształt twarzy. Thomas siedział obok próbując ją jakoś uspokoić. Zastanawiałam się co miała na myśli przez słowa, które wykrzyczała dwa razy. - Czarny deszcz? - spytałam podchodząc wolnym krokiem do Bellamyego. - Deszcz, który niesie śmierć. Pali ciało szybciej niż rozbłyski Słonca. - wyjaśnił drapiąc się po brodzie, którą pokrył lekki zarost. - Jesteście pewni, że to zwykły deszcz? - spytał a jego wzrok jakby przeszywał mnie od wewnątrz. - Mnie nie pytaj, poruszaj takie tematy z Thomasem ale do tej pory każdy deszcz, który nas zastał był normalny. Radziłabym się cieszyć, że burza się nie przypałętała razem z nim. - powiedziałam oschle a nie wiedząc co ze sobą zrobić podeszłam do Thomasa siedzącego z Echo. - Zwykły deszcz. - powiedziałam patrząc dziewczynie prosto w oczy a następnie wzięłam z plecaka butelkę po wodzie. Rozciełam ją na pół i postawiłam ją na ziemi. Deszcz padał obficie a dolna połowa butelki szybko się wypełniła deszczówką. Wzięłam ją do ręki po czym żwawym haustem wypiłam całą jej zawartość. Oblizałam spierzchnięte wargi - Zwykły. - powiedziałam a dziewczyna zaczęła uważnie mi się przyglądać. - Branwada*... Jova* - zamruczała coś pod nosem co ledwo zdołałam usłyszeć.
Branwada* - głupiec
Jova* - odwaga
(są to słowa przetłumaczone translatorem języka ziemian z serialu The 100)
Stałam teraz na wzniesieniu, które uformował piasek. Patrząc w ciemną przestrzeń zastanawiałam się jak zwykle co będzie jak to wszystko się skończy. Deszcz przemył moją zmęczoną twarz i przy okazjizmoczył wszystko co miałam na sobie. Reszta grupy kilkanaście kroków dalej napełniała butelki deszczówką. Z Bellem mieliśmy większe szanse na dotarcie do celu w jednym kawałku. Mieli broń i jedzenie. Raven zbudowała z jakiś starych części dron, który w dzień ułatwiał nam znajdywanie opuszczonych budynków w których mogły znajdować się rzeczy nadające się jeszcze do użytku.
Wczesnym rankiem słyszałam ciche szlochanie. Kto by pomyślał, że to Newt. Przewróciłam się na plecy. Co go tak przybiło? Westchnęłam lekko aby usłyszał, że również nie śpię. Przedarł się przez grupę śpiących ciał i położył się obok wycierając zaszklone oczy rękawem. Uśmiechnęłam się lekko kładąc swoją rękę na jego ramieniu. Gwałtownie ją odepchnął i przytulił się do mnie tak mocno, że momentami brakło mi tchu. Mamy za sobą wiele rozdrapanych ran, które goją się powoli i boleśnie. On dał właśnie po sobie poznać, że w jego rany wdarła się sól. Milczeliśmy tak aż do momentu w którym sen znużył jego powieki. Uwolniłam się z jego ramion i zmusiłam się do pozycji siedzącej. Podparłam rękoma głowę. Przez chwilę wydawałoby się, że mam ochotę wybuchnąć płaczem lecz tak się nie stało.
https://youtu.be/IfZ9NhqM8d0
- Mogę upleść Ci włosy jeśli chcesz. - stwierdziła po cichu Clarke. Spojrzałam na nią jak na głupią. Nie tylko ja nie spałam. - Skąd ten pomysł o tej porze? - uśmiechnęłam się dotykając ręką włosów. - Są bardzo ładne a poza tym będzie Ci lżej. - odparła. - Nie ma w nich nic wyjątkowego czerwone końcówki szybko się zmyją przy tych napadach deszczu ale czmu nie. - odrzekłam siadając do niej tyłem. Zagarnęła moje włosy i o dziwo delikatnie zaczęła je zbierać w jedną całość. Teraz bez palenia ich prostownicą były dość poplątane i każdy sterczał w inną stronę. Nie odczówałam też potrzeby czesania ich codziennie. Zgrabnie splotła je w warkocz a po bokach zostawiła pojedyncze pasma. Przejrzałam sie w kawałku znalezionego szkła, które nosiłam w kieszeni spodni. Dość nieodpowiedzialne posunięcie z mojej strony ale zawsze szkło mogło się do czegos przydać zwłaszcza do samoobrony. - Dziękuję. - wyraziłam swoją wdzięczność. Dziewczyna ułożyła usta w półuśmiechu. - Ruszamy! - krzyknął Thomas. Smętne sylwetki podniosły się z ziemi tym razem wszystkie. Murphy prychnął w moim kierunku a ja wiedziałam już, że chodzi mu o jego wczorajszą pobudkę. Zarzuciłam plecak na ramię. Mniej więcej po godzinie wędrówki usłyszeliśmy wołanie Brendy. Przerażona patrzyła w górę jak zahipnotyzowana. Zrobiliśmy posłusznie to co ona i ujrzeliśmy coś czego nie potrafiliśmy wyjaśnić. Słońce wokół swojej osi miało czerwoną poświatę a w powietrzu unosiły się czarne kawałki jakby sadzy. - Zachowajcie spokój. - powiedział Bell widząc, że niektórzy są bliscy paniki. - Jaki spokój człowieku użyjcie tego latającego cholerstwa i zlokalizujcie jakikolwiek budynek do schronienia. - zasugerował a raczej rozkazał Minho. - Nie wiemy czy niesie to ze sobą jakieś zagrożenie. - powiedziałam dotykając czarnego kawałka brudu. - To może to też spróbujesz tak jak wodę? - zadrwił Murphy. Przewróciłam oczami dając mu do zrozumienia, że mnie to nie rusza. - Słuchajcie chyba wiem co to jest... - powiedziała Raven.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz